WITAJ!

✴ Czytasz? A może pozostawisz po sobie komentarz? :) To mnie bardzo motywuje!

✴ Zachęcam do odwiedzania mojego bloga z gifami i editsami z Violetty :) Klik do bloga♥

✴ Kursywą pisane są myśli głównej bohaterki (czyli moje), wypowiedzi oraz tytuły piosenek/filmów/seriali itp.

✴ Lojalnie ostrzegam, że opowiadanie jest raczej dla osób 18+, tak więc nie biorę odpowiedzialności za wpływ na osoby niepełnoletnie.

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 15

- Cześć – łapie moją dłoń i muska swoimi delikatnymi ustami, wywołując tym drżenie w podbrzuszu. Dlaczego tak reaguję? Nie wiem, czego mogę się teraz spodziewać z jego strony. To nasz pierwszy kontakt od imprezy.

- Siema – wita się również z chłopakami – mogę się na chwilę przysiąść?

- Siadaj, stary – Fede wskazuje zapraszającym gestem na krzesło obok siebie.

- Miałem do Ciebie dzisiaj zadzwonić, ale jak widzisz, mam zobowiązania wobec rodziny. Mama ma dzisiaj urodziny – posyła mi szczery uśmiech, wskazując głową w stronę rodzicielki. Moja dusza cieszy się nie do opisania. Uśmiecha się do mnie. Nie jest zły?

- W porządku – raczę go nieśmiałym uśmiechem.

- W zasadzie, to.. możemy na chwilę odejść porozmawiać na osobności?

- Oczywiście.

niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 14

W domu zastajemy siedzącego przed tv Tommy 'ego. Do Federico dzwoni telefon. Chłopak znika w ogrodzie, pochłonięty rozmową.

- Gdzie byliście? - pyta mnie Tommy. Przesuwa się na sofie, robiąc mi miejsce.

- Odwieźć Mechi na lotnisko – odpowiadam nie ruszając się z miejsca. Chłopak unosi brwi ze zdziwienia.

- Jak się czujesz?

- Nie zaczynaj znowu. Chyba musimy poważnie porozmawiać. Kiedy zamierzasz wrócić do Polski?

- Przeszkadzam Wam? Mogę przenieść się do hotelu.

- Nie, to nie o to chodzi. Po prostu nie rozumiem, jaki jest cel Twojego dalszego pobytu tutaj? - chłopak blednie i wygląda, jakby dostał w twarz.

- Chodzi mi o Ciebie. O nas. Tylko o nas, Monika .

Wybucham oschłym śmiechem - Nie ma żadnych nas. Już dwa miesiące, nie istnieje żadne nas.

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 13

Poranek budzi mnie ciepłymi promieniami słońca. Przeciągam się leniwie na łóżku i szybko dochodzi do mnie, że muszę sprawdzić pocztę. Owa poczta, wita mnie z samego rana gorzkim rozczarowaniem – 0 wiadomości w skrzynce odbiorczej. Grymaszę sama do siebie przez chwilę. Trudno.. nie dam sobie zepsuć kolejnego dnia. Kiedy odsłaniam żaluzje i zasłony, moim oczom ukazuje się nieskazitelnie błękitne niebo. Świat tonie w powodzi ognistego słońca. Wychodzę na balkon i rozglądam się na pełne życia ulice Buenos. Dookoła wznoszą się piękne drzewa i kwiaty zasadzone jeszcze przez mojego dziadka. Z oddali, za starannie przystrzyżonymi żywopłotami tłoczą się ludzie, samochody wściekle pędzą w wyznaczonych kierunkach. Dziwnie się tak obserwuje, nie wiedząc dokąd ci wszyscy ludzie tak gnają, podczas gdy ja mam nadmiar, tak cennego dla nich czasu. Godzina 7:30. Do głowy wpada mi doskonały pomysł. Zrobię to, co zawsze pomaga mi w rozładowaniu złej energii. Wskakuję w strój do joggingu, związuję włosy i zakładam na uszy słuchawki. Włączam play i do mych uszu trafia niebanalny głos Adama Lamberta, który śpiewa mi „Ghost Town”. Wychodzę na ulicę i zaczynam biec. Nie oglądam się na nic. Pędzę przed siebie, wsłuchując się w melodię. Nie wiem nawet dokąd zmierzam. Skręcam w lewo i trafiam do jakiejś alejki. Później znowu skręcam, tym razem w prawo. Dobiegam do deptaku położonego przy plaży. Biegnę wzdłuż niego, podziwiając piękny widok morza. W tafli wody odbijają się promyki słońca, rażąc przy tym w oczy. Skręcam na plażę i już zaraz gnam po piasku, wzdłuż brzegu morza. Bajeczny widok, poranne słońce, muzyka i ruch – to wszystko sprawia, że od razu czuję się lepiej. Po około 50 minutach, postanawiam wstąpić do kawiarni, którą właśnie mijam.

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 12

- Nieeeee!!!!!! - gwałtownie podnoszę się na łóżku, rozglądając gorączkowo dookoła. To tylko sen. Federico śpi koło mnie słodko wtulony w poduszkę. Kocham go. Jest dla mnie jedną z najważniejszych osób w życiu. On zawsze troszczy się o mnie, jak nikt inny. Wiem, ze zrobiłby dla mnie wszystko. Po cichutku wstaję z łóżka. O rany, moja głowa. Schodzę na dół i robię kilka grzanek, plus dwa kubki kakao. Wszystko zgrabnie zanoszę na tacy do góry.

- Fedy, śniadanie – miziam go po nosie, żeby się obudził. Chłopak unosi się nieznacznie, ale kiedy tylko dostrzega tacę z jedzeniem, na jego ustach pojawia się przeuroczy uśmiech.

- Kochana siostrzyczka – szczerzy się jeszcze bardziej. Włączamy sobie nasz ulubiony serial „How I Met Your Mother” i wcinamy śniadanie.

- Było przepyszne, dziękuję sis.

- Cała przyjemność po mojej stronie. Chyba się dzisiaj nie ruszę nigdzie z tego łóżka..

- Pamiętasz, jak zawsze w dzieciństwie oglądaliśmy potajemnie horrory i później bałaś się spać sama?

- Taaak, Ty wtedy przychodziłeś i mnie straszyłeś, ale jak tylko widziałeś, że już zaczynam bać się za bardzo, to kładłeś się koło mnie i zostawałeś do rana.

- To były czasy hahahah – śmiejemy się oboje. Spoglądam na zegarek i z zaskoczeniem stwierdzam, że jest już dość późno.

- Fede, słyszałeś naszą rozmowę z Tommym. Co o tym myślisz?

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 11


- To trochę szalone, nie uważasz? - pytam Ciemnowłosego, kiedy po skończonym tańcu opadamy na sofę.

- Co? - chłopak marszczy czoło, nie wiedząc o co mi chodzi.

- Nasza relacja. Prawie w ogóle się nie znamy, a jednak czuję do Ciebie coś.. coś.. coś, co jest trudne do opisania, jak sam widzisz.

- Wreszcie przyznałaś, że coś tam jednak do mnie czujesz – Szatyn posyła mi pełen uśmiech – Nie znamy się, ale czy nie uważasz, że tak jest ciekawiej? Nie czujesz dreszczyku emocji? - chłopak przybiera tajemniczy wyraz twarzy.

Tak, czuję dreszczyk emocji, ale on raczej jest spowodowany Twoim dotykiem, chłopcze.

- Hm? - macha mi przed oczami, widząc że się zamyśliłam.

- Zgadzam się. Poznawanie siebie nawzajem wydaje się być kuszącą perspektywą.

Rozmowę przerywa głośny okrzyk kogoś z tłumu tańczących.

- Za wszystkie piękne panie!

- Za piękne panie – kiwa w moim kierunku Jorge, puszczając przy tym oczko.

- Ależ dziękuję – lekko się kłaniam.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 10

- Tu jesteście! Wszędzie was szukałem! - widząc nas przytulonych, Fede staje jak wryty – yyy przepraszam, chyba nie przeszkodziłem? - Oboje zaczynamy się lekko podśmiewać z zaistniałej sytuacji.

- Tak, czy siak.. chodźcie, bo wchodzi zaraz tort i będziemy śpiewać, pamiętasz jeszcze Moni?

- No tak! Urodziny Tommiego! - na te słowa Jorge robi dziwną minę, ale czule ujmuje moją dłoń i kierujemy się w stronę domu. Odciągam na bok Tommiego i próbuję go czymś zagadać, tak żeby nie zauważył wchodzącego z tortem Fabiana. Na znak Mechi wszyscy zaczynamy śpiewać mu sto lat. Tommy stoi sztywny jak słup z wrażenia. Teraz czas na życzenia. Pierwsza podchodzę ja.

- Tommy, życzę Ci wszystkiego co najfantastyczniejsze, żeby wszystko ułożyło się po Twojej myśli. Żebyś spełnił swoje wszystkie marzenia, nawet te z pozoru nierealne. Żebyś znalazł sobie osobę, dla której będziesz mógł być tym uroczym i kochających chłopakiem, jakim byłeś dla mnie – na te słowa chłopak poważnieje i widzę, że staje się coraz bardziej ponury - Pamiętaj, że zawsze będziesz w moim sercu, zawsze będziesz miał tam swoje miejsce – cmokam go mocno w policzek - No i przede wszystkim najwięcej zdrowia! - jeszcze raz daję mu całusa i mocno ściskam. Łapie mnie i kiedy chcę już odejść, on nadal mnie trzyma i nie chce puścić.

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 9

- Masz bardzo delikatną skórę, niczym aksamit – szepcze mi do ucha. Czuję jego ciepło, co zwiększa ciarki – Kusisz mnie niesamowicie. Uważaj, bo nie wiem jak długo wytrzymam.

Chłopak odchodzi, zostawiając mnie całą rozpaloną. Jestem w totalnym szoku. Nie umiem zapanować nad moim ciałem. Udaję się powoli do łazienki. Staję przed lustrem i patrzę w swoje odbicie. Mam całą twarz czerwoną, a skórę nadal pokrywają ciarki. Oczy są zaszklone. No już. No dalej Monika. Wracamy do normalności. Próbuję ocucić się, uderzając lekko w policzki. Twarz wraca do normalnych kolorów. Nadal nie potrafię zrozumieć tego, co właśnie miało miejsce. Co to było? Dlaczego tak zareagowałam na jego dotyk? Jeszcze nigdy tak nie miałam. Nawet wczoraj, kiedy z nim tańczyłam, doznania nie były aż tak intensywne. Wracam do salonu, gdzie pojawiło się jeszcze więcej ludzi. Kilka z nich przedstawia mi się, ale ja nadal nie kontaktuję.

 - Zatańczymy? - proponuje Tommy. Lekko nieprzytomna, daję się objąć i zaczynamy tańczyć.

- Co z Tobą? Coś się stało? Jakaś dziwna jesteś – pyta mój były.

- Co? Yy, nie, skądże. Po prostu się zamyśliłam, wybacz – kłamię odwracając się w drugą stronę.

- O czym tak myślisz?

- Aaa wiesz, tęsknie za mamą i za Kamilą. Muszę do nich jutro zadzwonić – wymyślam na szybko. Zauważam, że Szatyn rozmawiając z Fabianem obserwuje nasz taniec. Nie wiem dlaczego, ale automatycznie odsuwam się lekko od Tommiego.

- Co jest? - pyta.

- Nnn-nic, nic – niech ta piosenka się już skończy. Cholera.. On cały czas się na nas patrzy. Piosenka wreszcie dobiega końca. Tommy całuje mnie w policzek, czego kompletnie się nie spodziewałam. Dziękuję mu za taniec i idę do kuchni. Podczas gdy nalewam sobie powoli wina, słyszę za sobą czyjeś kroki. Ta osoba jest coraz bliżej. Teraz czuję już jej ciepły oddech na moich nagich plecach. Odwracam się i widzę stojącego naprzeciw ciemnowłosego.